Wracam do drutowania

Tak jak sobie obiecałam, wracam do drutów. Te dwa kocyki, których zrobienie wymusiły na mnie okoliczności, pozwoliły mi na przełamanie drucianego impasu.

Misiokocyk 5 skończony

mam wolne ręce i zamierzam się wziąć za kamizelkę, której zdjęcie zamieściłam w poprzednim poście. Wełnę „pozyskałam” prując jedną z wielu rzeczy, które zalega w koszu rzeczy zaczętych i nieskończonych. Wstępnie zakładam: jedna rzecz z zapasów (mam ich stanowczo za dużo na stanie), jedna z tego co kupię (za bardzo lubię w necie chodzić po włóczkowych sklepach, by radykalnie odmówić sobie kupowania kolorowych kłębków).

Popatrzyłam na Raverly i doszłam do wniosku, ze parę fajnych rzeczy zrobiłam i warto zrobić ich remake. Tylko teraz będę to robiła dla siebie w obecnym rozmiarze, Zacznę od Pianina – zamówię na nie moje ulubione Cascade 220 z dostawą do córki. W Paviyarn jest po £ 5.45 .

W przerwach będę kończyła szaro-rudego enterlaca.

Jak jeszcze uda mi się zdobyć dżinsową szmizjerkę, na jesieni będę się sobie w swojej stylizacji podobać.

Moja walka z ZUS (odcinek n-ty)

Jest i taka możliwość, że ZUS celowo wysłał decyzję zwykłym listem, a nie poleconym: nie ma wtedy możliwości ustalenia daty odbioru, a więc i daty uprawomocnienia decyzji. ZUS chyba miał świadomość, że wydawanie decyzji w sprawie, w której toczy się postępowanie sądowe, nie do końca ma sens. W każdym razie sąd zapytał mnie, co myślę o tym „piśmie procesowym”. Czyli przynajmniej na razie wygląda na to, że sąd uważa, że postępowanie toczy się w sądzie i – przynajmniej na tym etapie postępowania – to nie w ZUS-ie będą zapadać decyzje.

Rocketman

Przeczytałam na fejsie ochy i achy Tomasza Raczka, że  nieporównywalnie lepsze od Bohemian Rhapsody, to pobiegłam.

Rozczarowanie na całej linii.

Mnie osobiście rybka, że w Bohemian Rhapsody w tle leci wokal Mercurego (chyba jeszcze się nie znalazł taki, komu udałoby się zaśpiewać tak jak on potrafił), a w Rocketmanie Taron Egerton z sukcesem naśladuje Eltona Johna. Nie poszłam na koncert, tylko na film. A film moim zdaniem taki sobie.

Może drażniła mnie konwencja musicalu?

Historia początków kariery Eltona Johna: drapania się na szczyt z butelką w ręku i kokainą w kieszeni, upadkiem uzależnionej gwiazdy i szczęśliwym powrotem na prostą życia ścieżkę.

Jak na film muzyczny, za dużo egzystencjalnych rozterek. Jak na dramat, za dużo muzyki. Nie rozumiem, czym ci recenzenci się zachwycają.

Wszyscy wiedzą

Gdyby reżyserem tego filmu nie był Farhadi, to pewnie piano by z zachwytu. A tak to porównują film do Co wiesz o Elly i klopsik.  

Bo arcydziełem ten film nie jest.

Pierwsza część filmu to fantastycznie nakręcone zabawa weselna w małym hiszpańskim miasteczku. Tyle, że trwa i rea, może nawet i nie ma dłużyzn, ale z narastającą niecierpliwością czeka się, aż wreszcie coś się zdarzy.

Potem dzieje się to miało się stać, czyli podczas wesela porwana zostaje córka kobiety, która po latach przyjechała z Argentyny na wesele. Jako matka (Penelope Cruz) wpada w  oczekiwaną w takiej sytuacji mega histerię, ale potem wszystko siada: ludzie reagują niczym śnięte muchy i  mimo upływu kolejnych dni wszystko nadal jest jednym wielkim chaosem i wolną amerykanką. Siłą poprzednich filmów  Farhadi były wygrywane na wysokim „c” moralne dylematy, zwykłych ludzi, postawionych w sytuacji, które w zasadzie, przy niesprzyjającym splocie okoliczności mogą zdarzyć się każdemu. A tu dzieje się coś strasznego i poza jednym, który trochę na kabotyńskiej nucie odgrywa sprawiedliwego w Sodomie (Javier Bardem) inni czekają na to co los przyniesie ze spokojem tonącej krowy. Ani nie zawiadamiają policji, ani nie wciągają wniosków z tego, co mówi emerytowany policjant.

Na koniec coś co mnie autentycznie śmieszy

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Wracam do drutowania

  1. Nie mam takiego zapalu do dziergania jak Ty, ale wczoraj 7 razy zaczynalam spruty szal I w koncu odkrylam, ze juz w pierwszych kilku rzedach zle liczylam oczka; od razu widac roznice wiec powoli bede kontynuowac.

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.